My first Yarn-along


 

It is hard to admit but I strongly limited my reading. I mean reading books which are not connected with my job. This year I decided to join the Yarn Along organized by Ginny and hoping to read more books.

Today I read 20 pages! Somehow between mom’s duties and houseworks I started reading a book by Iwona Wiśniewska and this one is a perfect choice! I know about it from one of my favorite blog, beacuse I read them regulary and i know what are you writing about. I don’t have time to comment though. The book is like a blog because it consists of short essays. The author is a mother of three, blogger and has her own business. I’m so curious how does she managed everything?
Sometimes I don’t know what to start with there’s so many things to do…I have a text to write, project to draw and my baby girl is pulling my arm. There’s so many housework, commitments and I still have ideas that need to done! Messages often come around the midnight and they need to replied. I would love to have a moment of doing just nothing. But do I really can do NOTHING?

I have new diagrams to work with so I’m just about start knitting a new design, which I hope you will like. Meanwhile I’m knitting a scarf from my favorite Pompom magazine and when I’m really tired I knit it in the evening because I can’t live without knitting. The yarn is Gilliat by De Rerum Natura in Poivre colorway which I bought when I was in Berlin. The yarn is marvellous! It is a woolen spun and I tried to spin like this on my wheel but it is not good I’m telling you. I knit for many years but spinning is very new to me. I twist the yarn to much. Fortunatelly I don’t make spirals anymore.

Coming back to scarf- I’m behind the half and it really needs to be done quickly. It’s for my Husband and we have a real winter. There are more things to be knitted…hats! The one I’ve knitted for my older daughter was bitten and partly eaten by my dog, and little Baila I knitted for my younger girl is lost. I wanted to show you our pics all girls in the same hats but it’s not possible now…Maybe I will have a moment to knit it again. Do you know where I can buy more time?

 

Warm hugs!
Paula

 


 


Wstyd się przyznać, ale przez nawał obowiązków ograniczyłam mocno swoje czytanie książek. To znaczy książek nie związanych z moim głównym zajęciem. W tym roku postanowiłam się nieco zmobilizować i dołączyć do akcji Wspólnego Dziergania i Czytania organizowanej przez Maknetę.

Dziś udało mi się przeczytać 20 stron! Gdzieś pomiędzy, łapane po trochu, po kilka, ale książka Iwony Wiśniewskiej jest do tego idealna! Przeczytałam o niej na jednym z moich ulubionych blogów, bo te czytuję regularnie i wiem co w trawie piszczy, choć nie zawsze mam czas skomentować. Na razie wiem, że krótkie felietony skłaniają do refleksji i zatrzymania się na chwilę. Mam nadzieję, że książka “Ona ma siłę” pozwoli mi się trochę odnaleźć w troskach dnia codziennego. Autorka jest mamą trójki dziewczynek, blogerką i prowadzi swoją firmę. Jestem bardzo ciekawa czy udaje jej się to wszystko pogodzić?
Czasami naprawdę nie wiem w co ręce włożyć…Tu tekst do napisania, projekt do narysowania, a za ramię szarpie mnie moja malutka dziewczynka. Obowiązków domowych nie ubywa, a pomysły w głowie kłębią się i wymagają realizacji! Maile wymagają natychmiastowej odpowiedzi, a przychodzą czasem około północy. Czasami chciałabym mieć chwilę by zwyczajnie nic nie robić. Jednak czy ja potrafię NIC nie robić?

Teraz, gdy już mam gotowe schematy, zapewne przejdę do realizacji kolejnego projektu. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Póki co, w momencie gdy już zupełnie padam wieczorami i nocą dziergam, bo bez dziergania nie potrafię…Dziergam szalik według wzoru z mojego ulubionego magazynu Pompom. Wzór jest prosty do zapamiętania, a włóczka której używam to rustykalna Gilliat De Rerum Natura w kolorze Poivre, którą przywiozłam sobie z Berlina. Jest wspaniała! To przędza typu woolen spun. Próbowałam w ten sposób prząść na kołowrotku, ale to co mam jeszcze nie kwalifikuje się do użytku. Od czegoś trzeba zacząć. O ile na drutach robię już bardzo długo o tyle przędzenie jest dla mnie zupełną nowością i co tu dużo mówić, przekręcam! Choć już nie zdarzają mi się świderki.

Wracając do szalika- jestem za połową, naprawdę bardzo zależy mi na jego jak najszybszym skończeniu. To szalik dla męża. Ale potrzeb jest więcej…Czapki. Ta, którą zrobiłam córeczce została w części zjedzona przez psa. Pies rasy haski podlaski skrzyżowanej ze zgierskim pasterskim lubuje się w merynosach. Przecież tego nie da się zszyć! Myślałam, że pokaże Wam wspólne zdjęcia, gdzie z małą Wisienką mamy na głowach takie same czapki, nie wyszło…Być może uda mi się ją odrobić? Młodsza córeczka swoją Bailę natomiast zgubiła. I tak szewc bez butów chodzi. Czy ktoś ma czas na sprzedaż?

Pozdrawiam Was ciepło!
Paula

 



No Comments
Post a Comment